Czwartek.

Jeszcze dzisiaj, jutro i weekend. A ja nawet jeszcze nie wiem, jaki długi. Prawdopodobnie nieszczególnie długi.

* * *

Wczorajszy półfinał… szkoda gadać. Szczególnie zniesmaczyły mnie wstawki reklamowe z Cantoną wpatrującym się we mnie. Szczególnie w tym kontekście. W finale zagrają finezyjni Angliczanie przeciwko zespołowi Deco przereklamowanemu z krewnym Giertycha w składzie. A ja – czekam na mundial.

* * *

Dzisiaj jadę na przegląd. Ciekawe, czy znajdą mi dziurę w całym.

* * *

Nic mi się nie chce. Ale o tym już chyba pisałem.

* * *

Podczytuję [bo jakoś nie mam klimatu do zaszycia się z książką na całą noc] Lwy Al-Rassanu G.G.Kaya. Rewelacja. Jeśli ktoś lubi sobie wizualizować w trakcie czytania monumentalne filmy historyczne z Hollywoodu a’la, dajmy na to, Ben Hur, to ta książka [i cały świat Kaya w ogólności] nada się, jak znalazł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s