Poniedziałek – sucharka kawałek, wtorek – pomidorek.

Od piątku schudłem pięć kilo. Metodą, której zdecydowanie nie ujawnię, a nie ujawniwszy – nie mogę polecić. Nic przyjemnego, anyway.

* * *

Pożyczona panaziemkiewiczowa Viagra mać!. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałem, że zrobi na mnie, jako na kimś, kto Ziemkiewicza czyta do poduszki, przed snem, na czczo, po porannym paciorku i w trakcie prowadzenia auta, aż takie wrażenie. Ale cóż – jest to jedna z tych książek, których lewak nigdy nie weźmie do ręki, a prawak wzruszy ramionami i stwierdzi nihil novi. Więc de facto nikomu niepotrzebna. W ogóle na książki ostatnio u mnie niemożebna smuta, nie chce mi się nic czytać, tylko gapię się w telewizor jak ostatni idiota.
Myślę sobie że
ta zima kiedyś musi minąć
zazieleni się
urośnie kilka drzew
niedojedzony chleb
w ustach zdąży się rozpłynąć
a niedopity rum
rozgrzeje jeszcze krew

* * *

Chyba trochę jednak przesadzam z deptaniem gazu do podłogi.

Jedna myśl w temacie “Poniedziałek – sucharka kawałek, wtorek – pomidorek.

  1. Ja tam dziś nie deptałem do podłogi, ale mimo ogromnego korka na TLazienkowskiej@warszawa.pl dotarłem do domu tylko lekko spóźniony. Wymyślałem objazd w trakcie jazdy i trafiłem we wsedno. Poczułem się taki dumny – ja chłopak z Pionek jestem tu u siebie, znam Miasto. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s