Pomieszanie z poplątaniem

Jakiś eseldek pozwał Wildsteina i IPN. Bo na liście Wildsteina znalazł swoje nazwisko, a to była inna osoba i w ogóle ludzie teraz mówią na niego „agent”.
Tylko czemu facet nie pozwie Wyborczej? W końcu to dzięki Michnikowi i jego histerii utrwaliło się przekonanie, że to jest lista agentów.

My home, my castle

Absolutnie bez dedykacji. Z przeprosinami dla Natana Tenenbauma, Jacka Kaczmarskiego oraz wszystkich miłośników filmu Ostatni dzwonek. Aha, i absolutnie bez związku z realnymi wydarzeniami.

Modlitwa o zachodzie słońca

Każdy Twój wyrok przyjmę srogi,
skarżyć się, Panie, nie ośmielę.
Lecz nie posyłaj w nasze progi
żadnego gościa nam w niedzielę.

Wszak Ty jesteś dobro niezmierzone,
którego słowa nie wyrażą.
Lecz niech to będzie ustalone,
niech nam w niedzielę nie przyłażą.

Co postanowisz, niech się stanie,
niech się Twa wola spełnia co dnia.
Niedzielnych gości broń nam, Panie,
są przecież inne dni tygodnia.

Kraków, 2006-01-29

Ścinki sobotnie.

Dzień zaczął się szybko, potem trochę zwolnił. Dom zaopatrzony, gadżety kupione, czas zacząć wszystko instalować i brać się do roboty.

* * *

Znów przespałem pewną epokę. Zmieniając nasz stary telefon stacjonarny na bezprzewodowy stałem się ku swojemu zdumieniu właścicielem ustrojstwa wyposażonego w książkę adresową i dzwonki polifoniczne. Idę wyginąć.

* * *

Wczora z wieczora na zakończenie dnia – paluszki rybne podsmażane na dodatkowej dziewicy. Mniam! A dzisiaj kupiłem ocet balsamiczny. Jeszcze nie wiem, po co mi to, ale wszyscy to chwalą.

* * *

A wieczorem – moja najnowsza ulubiona aktorka, Jennifer Love Hewitt. I Koszmar następnego lata.

Mahomet karykaturalny

Za jogiem Feara: muzułmanie w Danii przeciwko portretom Mahometa. Ech, marzę o czymś takim w Polsce w wykonaniu np. Episkopatu 🙂 Chociaż… niektórym, głęboko zatwardzonym w widzeniu świata, wedle którego katole to fundamentaliści, cenzurujący wolność słowa i trzymający naród za twarz, i tak już nic nie pomoże.
btw. W proteście [słusznym czy niesłusznym] przeciwko portretom Mahometa wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób. W Polsce na ulicę w obronie katolicyzmu wyszłoby pewnie kilka babć. I tyle tytułem potencjału chrześcijaństwa i islamu. A imigranci mają dużo większy przyrost naturalny, za kilka lat tendencja jeszcze się pogłębi.

Aaaaaa może by tak…

Londyn? Marketoidy z CentralWings kuszą mnie biletem za stówę w jedną stronę. Plus pierdółki, sam transport nie powinien wyjść drożej, niż 300 zeta za osobę. Cicerone pewnie by się znalazł, szwagierka jest, można lecieć. Byleby tylko plusy nie przesłoniły nam minusów. I koniecznie uważać na brytyjskie motocykle, mają kierownicę z prawej strony.

Mam dość.

W zasadzie od dobrych parudziesięciu dni miałem tylko dwa razy powód, żeby skorzystać w domu z Windowsa. Pierwszy raz, kiedy musiałem skorzystać ze skanera, o którym wiedziałem, że nie zadziała pod Linuksem, chociaż niektórzy mówili, że im zadziałał, ale nawet oficjalna dokumentacja zaprzecza funkcjonowaniu takowego. Mniejsza, poszkapiłem sprawę w momencie kupna i płacę teraz frycowe. Drugi raz, kiedy nie dowierzając ołpenoffisowi linuksianemu, tchórzliwie odmawiającemu wydruku, zajrzałem do Windowsa, żeby sprawdzić, czy z drukarką faktycznie jest coś nie tak. Faktycznie było nie tak, co trochę mnie podbudowało. Czyli że [przynajmniej w tej kwestii] pod pingwinem mam wszystko ustawione ołki dołki. W zasadzie uruchamianie susła z KDE weszło mi już do sfery odruchów, co jest dobrą wróżbą. Działa [prawie] wszystko, co chciałbym, żeby działało, łącznie z klawiaturą multimedialną. Wszystko, co jest potrzebne komuś, kto już niemalże w ogóle nie gra. W zasadzie mogę powiedzieć, że przeszedłem na Linuksa.

* * *

A mimo to – amba. Ula twierdzi, że w nowym OOo pod pingwinem wysypują się Jej arkusze excelowe z dość pokręconymi formułami. Może tak, może nie – trzeba sprawdzić. GG jestem w stanie doinstalować, ale takiego np. pająka nie mogę znaleźć, xpat/xpat2 wykrzaczają się bez dania racji. Albo więc każdorazowy reset, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, albo znów godziny grzebania w necie, szukania rozwiązań, klejenia pakietów, rzucania mięchem – a wszystko tylko po to, żeby za miesiąc znów okazało się, że jakiejś jednej zafajdanej aplikacji znów nie ma w wersji linuksianej. Kufa, zaczynam mieć dość apostolstwa, geekostwa i tego wszystkiego, co w powszechnym odbiorze wiąże się z tzw. hobby komputerowym.

* * *
Chociaż widziałem już Windowmakera w akcji, po raz pierwszy odpaliłem wydanie z dystrybucyjnego susła. Zrobił dużo większe wrażenie, niż ten kompilowany – przetłumaczone menu, śliczne motywy i tradycyjny już start z prędkością światła w porównaniu z krowiastym kdm. Tyle, że nie ma róży bez kolców. Gdybym chciał się na niego przesiąść, znów czekać mnie będzie szukanie przydatnych apletów, instalacja, kompilacja, srututucja i wilkołacja, jak mawiała Milva. I znów paręnaście dni stracone tylko po to, żeby za miesiąc znów okazało się, że jakiejś jednej zafajdanej aplikacji znów nie ma w wersji linuksianej. Kufa, zaczynam mieć dość apostolstwa, geekostwa i tego wszystkiego, co w powszechnym odbiorze wiąże się z tzw. hobby komputerowym.

* * *

Ale może tylko tak dzisiaj. Koniec końców, jak donoszą media, dzisiaj jest najgorszy dzień w roku, od jutra może już być tylko lepiej.

Cisi

Zmarł ksiądz Jan Twardowski. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie.

* * *

Im więcej [a może mniej?] rozumiem z otaczającego mnie świata, z tym większym szacunkiem podchodzę do takich Osób. Nie był dla mnie nikim nadzwyczajnym, jeszcze jedną ikoną, z Jego książek pamiętam tylko Patyki i patyczki, a z Patyków i patyczków tylko księdza, który był gruby i nie mogąc wyjść z konfesjonału, ciągnął go na sobie przez cały kościół. I tyle. Ale wczora z wieczora mignął mi w regionalnej Boniecki?, wspominający, że JT mówił kazania do dzieci takim tonem, jakby przepraszał, że żyje. Podziwiam takich ludzi. Podziwiam ich i współczuję. Podziwiam dlatego, że konstrukcja psychiczna kogoś, kto przeprasza, że żyje to dla mnie – żyjącego tu i teraz, wbrew sobie ciągle zmuszonego [?] do rozpychania się łokciami – to coraz częściej kwadratura koła [chociaż JT, jako ksiądz, miał pewnie *trochę* łatwiej]. Pozostaje mieć nadzieję, że na niwie niebieskiej będzie lżej. I mieć nadzieję, że moją zgorzkniałą świadomość kształtuje jednak byt i że na pewno są planety, na których nie ma zim…

Z mądrości życiowych

>Pracownik stacji oświadczył nam ze WC jest tylko dla klientów stacji. Jeśli kierowca zatankuje można się wysiusiać inaczej nie.

Bardzo dziwne było zachowanie Twoje.
Ja bym zatankował za 5.50zł (to ważne aby powyżej 5 zł). Poprosił fakturę
VAT, niewyraźnie podał nazwę firmy, powiedział, że się Pan pomylił na
fakturze i chcesz wysłać notę korygującą dane nagłówkowe i żeby Pan do
chwili otrzymania noty nie wprowadzał faktury do rejestru bo kontrola
krzyżowa znajdzie niezgodności (to ostatnie nie jest prawdą ale zawsze można
troskę wykazać).
Jeżeli Pan nie może wystawić to prosisz o wysłanie poleconym na Berdyczów.
Odchodząc można zawsze rzucić ‚Trzeba było kupić wiewórkę’.

Zasada ‚Ząb za ząb’ nie ma zastosowania wtedy gdy może wystąpić pojęcie
nawiązki.

[znalezione na prhn]