Fizjologicznie

Sen. Raz płytki, nerwowy i męczący gorzej, niż przerzucenie tony węgla, na drugą noc – spokojny, z grubsza odprężający i pozwalający na drugi dzień wstać z łóżka, otwierając oczy jeszcze przed podniesieniem się do pionu. Nie mogę znaleźć zależności. No chyba, że za zależność należałoby uznać ubicie wczoraj arcyłotrzycy przy pomocy golema. Bo reszta – bez zmian.

* * *

nic nie mam
zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
nawet nie wiem
jak tam sprawy za lasem
rano wstaję renuffkę palę biorę się za kody jak za chleb

rzeczywiście tak jak księżyc
ludzie znają mnie tylko z jednej
jesiennej strony

* * *

W planach – tańce, hulanki, swawole. A jakoś mi się nie chce.

Cel, pal.

Podziękowali Kurskiemu. A ja głupi w swojej naiwności wierzyłem jeszcze, ze przygotowanie artyleryjskie w postaci dwóch [tzn. wiem o dwóch] niemalże jednoczesnych artykułów w GW i Ozonie to przypadek. Różnica polega na tym, że Ozon nie zniża się do poziomu GW i pisze o Kurskim, wkładając to w usta Kaczyńskiego, jako o politycznym łobuzie, podczas gdy GW jedzie po bandzie i bez ogródek nazywa go, tym razem ustami Tuska, s***synem. Cóż.
Wyborcza poniedziałkowa, Ozon nr 25.

Bo tyle różnych spraw nawarstwia się i spiętrza.

Kołowrót niemożebny ostatnio. Albo wali się winda [a niżej podpisany bierze się za reinstalkę, zamiast chociaż spróbować rescue diska], albo goście, albo konieczność upgrade’u serwera i dołożenia nowego dysku, albo nadgodziny, albo jeszcze coś. Nie ma czasu załadować.

* * *

Miałem niepokojące przeczucie, że backup zrobiony przed formatem dysku serwerowego okaże się niepełny. No i się okazał, wsysło mi bazę SQLową. Stała tam tylko ksiązka gości, gdyby stało coś więcej, pewnie bym nie zapomniał. Szkoda części wpisów, drugą część wpisów ściągnę z archive.org. Jak już postawię to www.

* * *

Upgrade stosowany metodą spalonej ziemi ma parę zalet. Po pierwsze, czyści śmieci, Po drugie, zapewnia najnowsze wersje softu, które w warunkach bojowych nie zawsze chce mi się instalować. Po trzecie – dobrze robi na miejsce na dysku. Wady: zdarza się zapomnieć czegoś istotnego, no i squid. Trochę programów metodą configure;make;make install się już w życiu poinstalowałem [nie za wiele, ale wystarczająco, żeby kumać bazę], ale ilekroć robię tak z ośmiornicą, zawsze muszę coś spierdzielić w parametrach do ./configure, a potem zastanawiać się, co jest nie tak. Nosz kurde.

* * *

Nabyłem i przeczytałem: Dziedziczki, trzecią część trylogii Pilipiuka. MNIAMUŚNA. Nabyłem i nie przeczytałem: Deszcze niespokojne, antologię alternatywnych opowiadań wojennych. Planuję nadkruszyć je dzisiaj w hotelu. Kierunek – zachód.

* * *

Cemlpubqmv żnon qb yrxnemn.
– Pb cnav wrfg?
– Cnavr qbxgbemr, pbś zavr wrovr j fgnjvr.

* * *

W Histmagu ukazało się moje kolejne mięsko polskie. Bez fałszywej kokieterii powiem, że z moich tekstów zamieszczonych tamże ten uważam za najgorszy [dlatego też pysznię się nim ledwie na lvl1] przez to, że pisany był na kolanie i mało czasu miałem na jego ostateczną redakcję – z własnej winy, dla jasności 🙂 Może w tym miesiącu uda mi się sprokurować coś sensowniejszego.

* * *

Polskaaaaa, Biało – czerwoni!!!…

* * *

Druga tura? Chyba podziękuję…

Poweekendowo

Weekend kompletnie się przewrócił. Miały być Tatry, w ostatniej chwili impreza się odwołała, zamiast tego – wyjazd w pielesze. W pieleszach – eliminacje Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski, więc cała masa aut dużych i małych, do pooglądania i posłuchania [bardziej do słuchania, bo do oglądania były w większości seicenta i podobne]. Z fot zadowolony nie jestem, ale jak coś się zobaczy na dużym ekranie i się nada, to wrzucę.

* * *

Do drugiej tury prawdopodobnie nie pójdę. Miałem głosować na Tuska, ale po tym, co stwierdził bodajże w Hali Oliwii [cytat z pamięci: „gdybyśmy mieli ponownie możliwość zatrzymania panów Macierewicza i Olszewskiego, zrobilibyśmy to”], mam go chwilowo dość. I chociaż w zasadzie na plus należy policzyć mu to, że nie mataczy w sprawie swojej roli w lewym czerwcowym, to jednak jego gadanie o konieczności lustracji w połączeniu z wcześniejszymi dokonaniami zaczyna brzmieć surrealistycznie. Całe gdybanie oczywiście przy założeniu, że do drugiej tury przejdą namaszczeni

* * *

Pobrane z domowej biblioteki: Tędy i owędy Wańkowicza i Baśnie z tysiąca i jednej nocy. Nie mam siły wziąć się za nic poważniejszego, Studium historii odpadło po pierwszych kilkudziesięciu stronach. Na razie głód yntelektualyzmu leczę lekturą Zasady Petera. Treściwe, kilkudziesięciostronicowe i dające poczucie umiejętności czytania lektur, gdzie nie ma momentów i nie biją się po mordach.

* * *

Update: Wyimek z zakładek: Jak państwo prawa ściga przestępcę Kluskę [za jogiem paczora].