Maila dostałem

Szanowni Państwo,
Miło mi poinformować, że P. Stanisław Michalkiewicz od dn. 25.10.2005 jest z
powrotem członkiem UPR. Przypominam, że na wiosnę 2005r P S. Michalkiewicz
złożył rezygnację z członkostwa w UPR protestując przeciw kierunkowi ku
któremu odchylały Unię Polityki Realnej działania ówczesnych władz.
Większość członków UPR nie kryła swej nadziei, że po wyborach i po zmianach
które nastąpiły w partii, powróci On w nasze szeregi. W tej sprawie zwróciła
się też do Niego Rada Główna UPR.
Informację tę zamieszczona została na stronie upr.org.pl oraz na upr.pl.

[…]
Welcome back, Mr. Michalkiewicz 🙂

A ty masz krótkie nóżki, jak zwykle u kaczuszki.

Idąc za sugestią Yena, oddałem głos nieważny. Po raz pierwszy w życiu. W zasadzie całość jest dobrze wyłuszczona w artykule „Ryzyko wyboru”, ale tutaj tytułem podsumowania.

Dlaczego NIE głosowałem na Kaczyńskiego?

  • bo nie lubię socjalistów,
  • bo to rusofob,
  • bo gdyby PiS nie dogadał się z PO i założył koalicję z Samoobroną i przypadłościami, to niechaj ręka Boska broni nas od Kaczyńskiego zatwierdzającego ich ustawy.
  • bo nie znalazłem u niego najmniejszej wzmianki nt. wolnych mediów [optuje co prawda za ograniczeniem uprawnień KRRiTV, ale to w dalszym ciągu jest koncesja].

Dlaczego NIE głosowałem na Tuska?

  • bo od kilkunastu lat odruchowo się najeżam, kiedy telewizornia mówi mi, kogo mam wybrać i co jest dla mnie najlepsze,
  • bo za Tuskiem stało zbyt wiele zakazanych mord, bo opowiedział się za nim niemalże cały Oberukład, za wyjątkiem Leppera.
  • bo polityka zagraniczna w jego wykonaniu lekko mnie przeraża,
  • bo cholernie mi nie po drodze kulturalnie, światopoglądowo, estetycznie i słownikowo z _pewnym podzbiorem_ populacji, straszącym kaczyzmem – faszyzmem i bluzgającym przy tym przy każdej okazji i mającym za całość argumentów – stos wyzwisk, niekoniecznie wymyślnych, ale z pewnością głośnych,
  • bo przypomniałem sobie KLD i lewy czerwcowy,
  • bo nie znalazłem u niego najmniejszej wzmianki nt. wolnych mediów.

* * *

Pieski z pracowni sondażowych tłumaczą się z nieodrobionej lekcji. Salon lekko przybladł. Jogger mięsem stoi. Wesoło było. Wesoło jest. Wesoło będzie. Amen.

Obejrzane

Wczora z wieczora poszliśmy na Straż nocną. Jednym zdaniem – walka z wampirami po rusku. Filmowi tematycznie blisko do Blade’a i aczkolwiek stylistycznie zupełnie różne, oba filmy bardzo mi się podobały. Straż jest dużo bardziej horrorem i jest daleko bardziej „słowiańsko – socjalistyczna”, różnice mniej więcej takie, jak pomiędzy Ściganym a Zabij mnie, glino. I – jak wspomniałem – obie estetyki do mnie trafiają. Może dlatego, że mimo paru lat pracy zarobkowej nie udało mi się jeszcze osiągnąć poziomu didaskaliów z filmów hollywoodzkich, za to estetyka kontrprzykładów towarzyszy mi jeszcze niemal nieustająco. Komu podobał się Borewicz, komu podobało się wspomniane Zabij mnie, gliono, temu polecam, Matrix generation wyjdzie pewnie rozczarowana.

Canossa

Jednak uczyć się trzeba cały czas. W swoim zarozumialstwie sądziłem, że fotografia cyfrowa jest dla mnie… no, może nie banalna, ale trywialna – no bo skoro fotografia analogowa wychodziła mi zupełnie dobrze… Do czasu, kiedy wpadła mi w łapy gazetka o tejże traktująca. Aua. Od paru dni ponownie zaprzyjaźniam się z instrukcją obsługi mojego Canona. A kołorker przyniósł dzisiaj świeżo zanabytego A610. Niegłupi i szybko ostrzy, o cenie nie wspominając – szczególnie w porównaniu z cenami ubiegłorocznymi…

* * *

Przyuważyłem żel. Żel sygnowany jest logo L’Oreal i [cytując z grubsza] nałożony na włosy, pomaga osiągnąć efekt „wstania z łóżka”. Czyli: wstajesz z łóżka, masz bajzel na głowie, idziesz do łazienki, myjesz głowę, nakładasz na nią żel, suszysz i otrzymujesz efekt taki, jakbyś dopiero wstał/a z łóżka. Genialne. Od poniedziałku zakładamy z kumplem fabryczkę produkującą pastę do zębów o smaku nieświeżego oddechu.

* * *

Córka znalazła swoją fascynację muzyczną i od dwóch dni usypia przy koncercie DVD Marka Knopflera. Inkryminowany wygląda jak skrzyżowanie Halamy z zaprzyjaźnionym menelem, jego feat. – jak przedstawiciel modnej ostatnio mniejszości seksualnej, ale dziecko rozróżnia już przynajmniej gitarę, gitarę hawajską i fortepian i nie daje się spędzić z kolan. Przy pierwszym oglądaniu koncertu wysiedziała mi na kolanach ponad godzinę, co zdecydowanie jest Jej rekordem życiowym.

* * *

Testy obciążeniowe najnowszego builda OOo pod windą wypadły nieszczególnie. Z braku pamięci pliku stron program prozaicznie się wykrzacza. Zdaję sobie sprawę z tego, że arkusz z 80,000 komórek i 280 tys. formuł na Celeronie z 256MB RAM to jak z motyką na słońce, ale stopień spowolnienia wydaje się mimo wszystko podejrzany.

Saddam

Zaczyna się proces. Ktoś słyszał o interwencjach politycznych w Iraku, lobbujących przeciwko karze śmierci, bądź o protestach Amnesty International czy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka? Oczywiście wiem, że wyrok nie został jeszcze wydany, więc teoretycznie jest jeszcze za wcześnie… ale wrodzona perfidia każe mi przypuszczać, że wspomniani w myśl zasady nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji nie dopatrzą się w Saddamie, wbrew współczesnym trendom, ofiary przemocy rodzinnej, złego wychowania i klerykalizmu i wsadzą sobie wszelkie współczucie w anus, gdyby wyrok śmierci został wydany. Chociaż oczywiście mogę się mylić.

Żeby mnie nie gryzło.

Powrót wczoraj do domu. 20 km przed Krakowem, może trochę więcej – grupa małolatów idąca poboczem, na oko 14-15 lat każdy. /moi – prędkość manewrowa, jakieś 70-80 km/h [w sumie bez znaczenia]. Widzą mnie doskonale, wszak idą z naprzeciwka. Kiedy jestem jakieś pięć-dziesięć metrów od nich, jeden z nich, jak na zwolnionym filmie, patrząc mi w oczy, robi nagle krok na jezdnię i powoli cofa nogę. Depcząc [po fakcie, zanim zareagowałem, zdążyłem ich minąć] hamulec, widzę w lusterku, jak zwijają się w kułak ze śmiechu.
Życzę ci, gnoju jeden, żeby komuś zwiozła się ręka na kierownicy. Życzę ci, zupełnie nie po chrześcijańsku, żeby ktoś przejechał ci po kulasach, żebyś miał pamiątkę do końca życia. Życzę ci, żebyś zrobił tak jakiemuś dresowi, który spuści ci w****l taki, żebyś na drugi raz zastanowił się dziesięć razy, zanim swoim wózkiem inwalidzkim wytoczysz się na jezdnię z podobnie durnym żartem. Życzę ci, żeby ktoś na wiejskiej zabawie oberżnął ci klejnoty, żebyś nie przedłużał swojej chorej linii genowej.
Howgh!

Ścinki poweselne

Złota konstatacja choreograficzna: Gdyby Pan Bóg chciał, żebyśmy tańczyli walca, dałby nam trzy nogi.

* * *

Wesele jak wesele, bawiliśmy się, Szczęść Boże młodej parze, ale ja nie o tym. The Band. Zespół przygrywający do tańca i do kotleta to nawet nie ekstraklasa, to absolutna Liga Mistrzów we wszechświecie tym i paru sąsiadujących. Przeurocza, przepiękna, przeuśmiechnięta, wokalistka [aż Żona zaczęła mnie podejrzewać – bezzasadnie, bo podobną opinię miała o Niej połowa kobiet obecnych…] ze skalą głosu jak K2 od podnóża do szczytu, rewelacyjny technicznie i muzykalnie gitarzysta, parametalowy, a co najmniej rockowy bębniarz i nie odstający specjalnie od reszty klawiszowiec. Na bank [chociaż nie pytałem] grają gdzieś poza weselami, wskazuje na to chociażby repertuar. Czy zdarzyło Wam się być na _wiejskim_ weselu, gdzie siedemdziesięcioletnie babcie bawiłyby się przy Santanie i Malczikach, że wspomnę dwa przykłady z brzegu? Parkiet cały czas był pełny, ograniczeniem był jedynie jego rozmiar. Absolutną bzdurą jest twierdzenie, że wiejskie wesele [w sensie lokalizacji i sporej części obecnych, a nie jakości, broń Boże!] i rock to niebo i ziemia. Bzdura po trzykroć, tak tłumaczą się frajerzy. Ci pożenili zaśpiewki ludowe i rocka w stopniu tyleż równym, co genialnym, wchodząc poza tym w każdą przyśpiewkę rozpoczętą przez publikę najdalej po pierwszej zwrotce [słuch absolutny lub biegłość warsztatowa, na jedno wychodzi]. Czy słyszeliście kapelę grajków weselnych, gdzie gitarul ozdabiałby swoimi solówkami niemalże każdą piosenkę? Nie? To zaproście ich. Zaproście na wesele Wasze, Waszych znajomych, Waszych synów, córek i cholera wie, kogo jeszcze, niech pozna ich cała Polska. Pewnie przyjadą, jeśli im dobrze zapłacicie. Gwarantuję, że parkiet cały czas będzie pełny, atmosfera nie z tej ziemi, a oni sami będą schodzić ze sceny tylko na parę minut. I będą się bawić równie dobrze, jak Wy, wokalistka będzie wyśpiewywać wokal męski, gitarzysta – żeński, a przy śpiewaniu Rezerwy – po obowiązkowej bluesowo – rockowej solówce parodiować falsetem sam nie wiem, kogo, zaśmiewając się przy tym niemalże do łez, albo rozpoczynając motywem z „Pretty Woman”… „Szparką sekretarkę”. To trzeba było widzieć, to trzeba było usłyszeć, tam trzeba było być.
A jeśli grają poza weselami i dostrzeże ich ktoś możny – gwarantuję, że jeszcze o nich usłyszycie. Niepozorny wiejski bandzik z podkieleckiej Mójczy, dorabiający sobie na weselach, o sile rażenia dobrej bomby wodorowej z wirusem ptasiej grypy wewnątrz.

* * *

…a cezarowi, co cesarskie – panna młoda wyglądała ślicznie, pan młody zapewne zabójczo przystojnie [chyba, mężczyzna nie powinien oceniać innego mężczyzny, nie ma do tego odpowiednich gruczołów]. Ale do opisywania wesel i ślubów od strony kreacyjno – atmosferycznej nie mam niestety talentu.