Toporem przez łeb, cz. II – Kolonia pingwinów, czyli stowarzyszenie bezrękich

3
Zamiast klaskać, jednoręczni gwiżdżą. Inni tupią. Jeszcze inni wychodzą przed zakończeniem spektaklu.
13
Bezręki facet nigdy nie unosi pięści na mityngach. Gdyby przypadkiem jakąś zauważono, prawdopodobnie chodziłoby o prowokację policyjną.
16
Faceci bez ramion, podróżujący autostopem są często aresztowani za ekshibicjonizm.
30
Tam, gdzie zatrudnieni są jednoręczni informatycy, często brakuje rąk do pracy.
36
Bezręki dyrygent wkłada pałeczkę, gdzie się tylko da, byleby tylko nie spadła. Problem w tym, że często musi odwracać się tyłem do orkiestry.
42
Gdy nastaje czas amorów, bezręki facet ma obłożony język, ale czyste stopy.
Najpiękniejsza para piersi na świecie, L&L, Gdańsk 1995

Toporem przez łeb – Śmierć Louisa Aragona

Louis Aragon nie żyje. Jeden z twórców surrealizmu, urodzony w Paryżu w 1897 roku, członek Komitetu Centralnego Parti Komunistycznej, poeta i powieściopisarz, ogromnie popularny dzięki tekstom piosenek, do których muzykę skomponował Leo Ferre, stał się nieoczekiwanie największym pisarzem francuskim.
Cały naród jest w żałobie, We wszystkich dwudziestu dzielnicach Paryża panuje niezwykłe przygnębienie. Oto rzeźnik nie kroi steków, szewc nie reperuje butów, piekarz nie wyrabia ciasta. Louis Aragon nie żyje. Zamiatacz z Senegalu nie interesuje się jezdnią, psy nie załatwiają się w rynsztokach, Louis Aragon nie żyje. Kloszardzi nie piją czerwonego wina. Markotni kierowcy stoją w korku u zbiegu ulic de Reaumur i du faurbourg Saint-Denis, gdzie zawsze tworzą się zatory. Prostytuki nie zaczepiają klientów, problemy komunikacyjne niewiele obchodzą policję drogową. Louis Aragon nie żyje. Malarz nie śmie wymachiwać pędzlem, pogromca zwierząt nie odzywa się do lwa, sprzedawca gazet nie rozwija nawet pakietu „Humanite”. Louis Aragon nie żyje.
A na prowincji jest jeszcze gorzej: niczego nie zauważono.
Najpiękniejsza para piersi na świecie, L&L, Gdańsk 1995

Intuicyjność

Doktoratu z HTMLa nie mam, ale w bólach i mękach rodzi się strona, która gdzieś kiedyś przydać się może. Doczytuję onlinowe tutoriale, bawiąc się warstwami. min-width, max-width, parametry, zdawałoby się odczuwalne organicznie. Owszem, w FF. W IE wszystko się rozjeżdża – przynajmniej jeśli otwieram stronę napisaną na podstawie takich tutoriali. Albo one wszystkie były pisane pod FF i spółkę, albo ja już myślę po mozillowemu. W efekcie – хуёза, że się tak z cudzoziemska wyrażę.

Cichosza

Idzie sobie wielkimi krokami. Cichosza Wyborcza. Czy mam się do niej dostosować? Poziom I to w zasadzie teren prywatny, poziom zerowy… tu się zastanowimy.
Choć prawdę powiedziawszy po dzisiejszych wątkach polityki mam aż nadto.

Stupor.

Mignęła mi w TVP3 reklamówka Ruchu Patriotycznego. Lub czasopisma. Dwie osoby płci, tyle mogę powiedzieć z całą pewnością. Siedzą i czytają z kartki. Dialogi niedobre, bardzo niedobre. Skończyli czytać, spot się skończył.
Jestem naprawdę w szoku. Z centroprawicą narodową sympatyzuję o tyle [i tylko o tyle], że z konserwatywnymi liberałami mają z grubsza wspólne pojęcie Narodu, a nie żadne bohomazy w stylu uniwersalnej Europy, czy podobnych pierdół. Gospodarczo i sumarycznie mi z nimi kompletnie nie po drodze. Ale mniejsza. Gdzie chowają się tacy ludzie, którzy nawet nie wpadną na to, żeby na czas kampanii zainwestować w leasing promptera?

Z pamiętnika bystrzaka

Przed chwilą odkryłem dobrodziejstwa flagi Do zrobienia w Thunderbirdzie i napawam się nimi. Yeah! Już cztery razy zmieniałem filtr w folderze Poczty Przychodzącej!
Lepiej późno niż wcale, jak powiedział stary Żyd, spóźniając się na pociąg.
Tłumaczyć może mnie tylko wrodzona niechęć do PIMów i funkcji PIMopodobnych.

Though this be madness yet there is method in’t

Turlam się radośnie a mentalnie po podłodze, odstawiając numer pt. Ostateczne rozwiązanie problemu zakładek, czyli Jak mieć zawsze dostępne wszystkie zakładki niezależnie od tego, na jaki komputer mnie zaniesie. A robię to – BACZNOŚĆ! – poprzez dopinanie do Firefoksa eresesianego feedu z de.licio.us, skąd wyeksportowałem zakładki z Firefoksa, dzięki skryptozakładkom, udostępnionym na stronie de.licio.us. Prostota i logika tego rozwiązania sprowadza mnie do poziomu gruntu.
Życie jest piękne i [na ogół] mało rekurencyjne. A cały plan Władzi nad zakładkami jest genialny i ma tylko jeden słaby punkt: pierdyknięcie serwera de.licio.us.

Samochwała w kącie stała i wciąż tak opowiadała.

Nie mógłbym zarabiać na życie jako webmaster [chociaż, jak wiadomo, tempora mutantur…, etc.]. Nawet nie dlatego, że talenty graficzne, jak już wielokrotnie wspominałem, mam żadne, żeby nie rzec ujemne, choć w obsłudze gimpowego młotka osiągnąłem już poziom niezgorszy [nie mówię „zaawansowany” – mówię „niezgorszy”].
Mam jakąś skazę organiczną, która z najwyższym obrzydzeniem każe mi podglądać layouty i z nich czerpać inspirację. Wiadomo, że ergonomiczne i sprawdzone layouty można policzyć na palcach jednej ręki i prawem wielkich liczb nie ma bata, żeby stworzyć coś naprawdę oryginalnego, ale na myśl, że mógłbym skopiować wszystko – układ kolumn, moduły z jakiegoś CMSa, wszystko pozamieniać własnymi banerami, dodać własną grafikę i według powszechnie przyjętych kryteriów umieścić z czystym sumieniem w Sieci jako własne, robi mi się niedobrze. Stąd też chyba wielogodzinne siedzenie nad czymś, co średnio rozgarnięty operator Painta zrobiłby w paręnaście minut. Po prostu – wracając do powyższego – powielenie po raz enty tego samego układu treści, mimo że konieczne, obrzydza mi tę robotę.
Nie jest to ani kokieteria własnym pseudodążeniem do perfekcji [bo szczyt moich marzeń w tej kwestii to jedynie średniej klasy rzemieślnik], ani zarozumialstwo, ani bajerowanie oryginalnością na siłę, tylko konstatacja, że webdesign w obecnej postaci [nie mówię o witrynach, które powstają latami] to przerzucanie węgla, bez krzty miejsca na oryginalność. Zmienia się tylko łopata. Kiedyś, kiedy byłem młody i głupi, wydawało mi się to zajęciem twórczym.
Aha, a po wielodzinnym myśleniu i tak wychodzi z tego coś, co podobne jest do milionów innych stron.
Referencji nie będzie. Może kiedyś.