Pod wieczór

Nudno będzie, znów o socjalizmie.
Kolejna dyskusja, która nie dała mi kompletnie nic. Tłumaczenie, że uleganie racji „bo tak!”, połączonej z pieprznięciem piąchą w stół, to demoralizowanie tych jeszcze niezdemoralizowanych, spotkało się z kompletnym brakiem odzewu. Jak grochem o ścianę.
Niemniej jest jedna rzecz, która mnie zafrapowała. Absolutnym pewniakiem na wrażliwców społecznych, publicznie obnoszących się ze swoim umiłowaniem biednego, niezaradnego i często jeszcze homosiowatego, jest całkowicie poważna, prosta prośba o comiesięczne wspomożenie kwotą, powiedzmy, 500 zł. W przypadkach szczególnie ciężkich prośbę należy powtórzyć. Nawet najzagorzalsi zwolennicy solidaryzmu społecznego kładą w tym momencie uszy po sobie i znikają w czeluściach IPv4.
Na swój prywatny użytek opracowałem kiedyś teorię, w myśl której socjalista jest albo oszustem, albo ekonomiczno – socjologicznym ignorantem, albo jednym i drugiem. Parę osób się na mnie wtedy bardzo obraziło. A tymczasem w miarę zaprawiania się w elektronicznych pyskówkach twierdzenie to tylko się potwierdza. No bo jak wytłumaczyć inaczej wcześniejszy akapit? Jeśli ktoś dopuszcza za zupełnie naturalne, że jakiemuś nierobowi w imię socjalizmu warto ze wspólnego – do którego wszak dokłada się co miesiąc jeśli nie on, to jego rodzice – wydzielać co miesiąc kokosy pod przeróżnymi pretekstami, to dlaczego tak alergicznie reaguje się na moje apele o dofinansowanie mojej skromnej osoby?
Przy całej swojej skromności tezę o wyjątkowej obrzydliwości mojej osoby odrzucam. Zostają więc tylko dwie opcje: albo ten ktoś mojej prośby nie bierze na serio [co świadczy o niezrozumieniu słowa pisanego, zawsze zaznaczam, iż jest to petycja jak najbardziej poważna], albo – przy sprzeciwie wobec „darowizny bezpośredniej”, jako godzącej w jego portfel – nie dostrzega związku logicznego między płaceniem podatków a „wydzielaniem ze wspólnego”. Innej możliwości nie widzę. A opcja druga – brak dostrzegania takiego związku – świadczy o kompletnej ignorancji w zasadach funkcjonowania tego, co dzieje się dokoła nas.

QED.

Ech…

Banda złodziei, oszustów, nieuków, cwaniaczków i socjalistów [wyrażenie redundantne] większego kalibru, zwana Sejmem, wybrana spomiędzy bandy złodziei, oszustów, nieuków, cwaniaczków i socjalistów kalibru nieco mniejszego, zwanej społeczeństwem, zamierza 16 października ogłosić Dniem Papieskim. Jeśli numer przejdzie – a przejdzie – czeka nas coroczne wspominanie papieskich kremówek i oglądanie słynnego „Niech zstąpi Duch Twój!…” [o ile przypadkiem włączymy telewizornię, ja nie zamierzam]. Chociaż, jak znam życie, tej pierwszej przebitki będzie znacznie więcej. Bo się ładniej kojarzy i oglądalność dużo bardziej nabije. Piotr Kraśko ma zajęcie do czasu prywatyzacji TVP, czyli ad mortem defecatam. A na drugim programie – Nina Terentiew.

Trzy ćwierci od śmierci – ścinki motoryzacyjne

Piątkowa noc, droga do Jędrzejowa. Jadąc lewym pasem na mijance wyprzedzam białego busa, popychającego pasem prawym. Z przeciwka – na jedynym pasie ruchu, oddzielonym od nas podwójną ciągłą, jedzie mondeo. Zza mondeo jakiś moron wciska się na czwartego, wjeżdżając mi pół metra na mój pas, parę metrów przed nami. Ja w tym momencie zrównuję się z busem, nie ma jak hamować. Odruch, kierownica w prawo, kierownica w lewo. Przeżyliśmy nie tyle dzięki mojemu manewrowi, ile… właściwie nie wiem, dzięki czemu. Właściwie to cudem. Właściwie to po części dzięki temu, że kierowca busa jechał przy prawej krawędzi i dzięki temu go nie zahaczyłem.
Co mi z ograniczenia prędkości? Jakie znaczenie ma tutaj leguraminowe 90 km/h, skoro 2×90 km/h i tak daje prędkość, z której zazwyczaj nie wychodzi się żywym?
Co mi z jazdy wg przepisów, skoro i tak wszystko zależy od idioty jadącego z przeciwka, który nie tylko nie jedzie wg przepisów, ale nawet wg elementarnego rozsądku?
O jakim zarozumialstwie świadczy uważanie się za koronę stworzenia, skoro parę sekund może nas zmienić w kupkę dymu? Nawet jeśli nie wierzy się zbyt mocno, w takich sytuacjach trzeba po prostu pochylić głowę w świadomości swojej marności i kruchości. Mi osobiście bardzo daleko do nadętego samozadowolenia, ale jak widać lekcji nigdy za wiele.
Credo. Credo?…

* * *
Obwodnica w Jędrzejowie. No nie popisali się. Niby jest, a jakby jej nie było. Przynajmniej od strony Krakowa.

* * *
W drodze powrotnej – patrol wyłowił jakiegoś nieszczęśnika. Ja: – Nosz kurde, Święto Policji, a ci łapią, zamiast pić… Ula: – Może jeszcze nie mają za co?

Always look at the bright side of life

Jakkolwiek zamachy w Londynie są tragedią, to w tym wszystkim dwie rzeczy wydają się być – jeśli nie pozytywne, to przynajmniej nie do końca złe.
Pierwszą rzeczą jest to, że alkaida mimo woli przygotowuje naszą cywilizację do konfrontacji z islamem, która wbrew pobożnym życzeniom nastąpi prędzej czy później. A takie przygotowanie [„krew, pot i łzy”] może nam [nie licząc oczywiście ofiar i ich rodzin] wyjść nam tylko na dobre.
Po drugie, istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że ostre reakcje skłonią sam islam do eliminacji ekstremistów wewnątrz własnych wspólnot. Nie mówię, żeby to coś miało zmienić na większą skalę, ale może przynajmniej wspomnianą konfrontację odwlec na czas jakiś.
btw. Polska w obliczu narastającego w Europie kryzysu demograficznego, w przeciwieństwie do Francji czy Niemiec, posiada „naturalne zaplecze imigracyjne” w postaci polonii na wschodzie. Jak to wykorzystujemy, pozostawiam bez komentarza.