Weekendowo

Otóż jednakowoż byłem wczoraj na koncercie Kultu. I jeszcze Farben Lehre, i jeszcze jakiegoś słowackiego zespołu grającego muzykę młodzieżową. I od tyłu: zespół słowacki, grający muzykę młodzieżową, miał parę pomysłów, ale na tym się skończyło. Zmiany tempa i stylistyki dla zespołu zdecydowanie spoza światowej [słowackiej zresztą też] czołówki nie przeszkadzają, jeśli podczas całego koncertu wystąpią w jednej piosence, na częstsze zmiany z sukcesem pozwolił sobie tylko Yngwie Malmsteen w albumie Fire And Ice i wyszło mu to niezgorzej. Poza zmianami tempa i kilkoma interesującymi zadatkami na pomysły obejrzeliśmy i wysłuchaliśmy piosenek rockowych o hipermarketach i o czymś jeszcze, a wszystko to – o tempora, o mores, o xhejn – zagrane na skali durowej. Krwi! JAK MOŻNA GRAĆ [HARD]ROCKOWE – w zamierzeniu – KAWAŁKI NA SKALI DUROWEJ??? Brakowało tylko dziewcząt w białych bluzeczkach i kwiatów w celofanie. A Czesi i Słowacy – z racji braku większych traum [poza husytami] w swojej historii winni mieć zakaz uprawiania gatunków muzycznych ostrzejszych od rockandrolla. Sorry, Winnetou.
Farben Lehre, usłyszany i zobaczony absolutnie po raz pierwszy [O, nauczyciele gustów moich muzycznych, gdzieście w dzieciństwie moim byli? Jak spotkam, to nogi z de powyrywam!…], spodobał nam się bardzo, a nawet bardzo bardzo. Rozhisteryzowany wokalista, mały, krępy [żeby nie rzec gruby] i machający odnóżami strasznie przypominał mi AG 🙂 Chłopcy dali czadu, acz na punkrockowe teksty nie można patrzeć bez zdrowej dawki krytycyzmu z perspektywy… z perspektywy trzydziestu kilku procent zniżki na okulary w Firmie VisionExpress. Ale generalnie dawka decybeli, trochę ruchu [chociaż do młyna już mi się nie chciało…] zrobiło swoje. Generalnie Farben Lehre dodam sobie chyba do ulubionych.
A Kaziu rozczarował. Niestety. Kult się nam spierniczał, czego dowodem jest to, że mimo faktu, iż ich dokonania artystyczne przestałem na bieżąco śledzić od Spokojnie, to na koncercie po raz pierwszy usłyszałem może 2-3 kawałki. Reszta to starocie starsze od wyngla, trochę piosenek Staszewskiego seniora plus jakieś melodeklamacje bez ładu, składu i pomysłu. A do tego wszystkiego proporcje zdrowego czadu do smędzenia przybrały naprawdę niepokojącą wielkość. Ale wydanej forsy nie żałuję. btw. Dresiarstwo najwyraźniej notuje awans społeczny, bo ilość rzucanego mięsa dokoła lekko mnie zdegustowała. Zawsze twierdziłem, że dresiarstwo to nie ubiór, tylko stan umysłu, a tego nie zmienią nawet szacowne mury AGH czy AE. Cóż.
A jak już dzisiaj wstałem, pojeździłem po sklepach, pokupowałem różnych dziwnych rzeczy, to udało mi się zrobić jedną zaległość. Hurra.
Pierwsze śliwki robaczywki, nie staniemy się obywatelami gminy Kłaj. Wyjazd do obejrzenia lokum potraktowaliśmy jako ćwiczeniowy i takim też się okazał. Nic nie było, gramy dalej. Następną razą – może w kierunku przeciwnym. Ale nie uprzedzajmy faktów.
UPDATE: dla wczorajszych kwadratów występujących w roli konferansjerów – Kołyma. Mówię poważnie. Panowie [???], weźcie się za coś nie powodującego wyrw w psychice słuchaczy.

5 myśli w temacie “Weekendowo

  1. "Rozhisteryzowany wokalista, mały, krępy [żeby nie rzec gruby] i machający odnóżami"

    mnie to też kogoś przypomina 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s