Ubolewanie na zdrowie

Zarząd tepsy ubolewa, że pracownicy będą głodować. Będą głodować, bo nie chcą zwolnień zbiorowych. A nie chcą zwolnień zbiorowych, bo najwyraźniej wynegocjowane TRZYDZIEŚCI OSIEM TYSIĘCY odprawy dla każdego pracownika dobrowolnie odchodzącego z pracy to najwyraźniej za mało. Czemu, ilekroć czytam o związkach zawodzących, moja sympatia dla rozwiązań siłowych znacznie się zwiększa?
Związkowcy, te zwolnienia to dla waszego dobra! Parę dni głodówki dobrze Wam zrobi [fakt dobrego rozpracowania fizjologii głodówki we współczesnej medycynie – dzięki czemu zarząd nie kiwnie palcem – pomijam]. Dodatkowo aerobiczna szóstka Weidera i piękni i bogaci możecie ruszać na podbój świata. Z moimi 38 tysiącami złotych, którymi polityczny zarząd podzielił się ze spasionymi działaczami.

Po.

Dręczą mnie dolegliwości fizyczne [nie gastryczne bynajmniej]. Dzisiaj psim swędem, wyczerpując zapas fartu na cztery lata, udało nam się w ostatniej chwili odjechać zza zakazu zatrzymywania się przed łapsami ze Straży Miejskiej, oszczędzając tym samym 1.5k zł. Hurra.
Wrażenia bardziej duchowe zostały za mną, utonęły w zalewie spraw bieżących i kilku innych rzeczach, niekoniecznie przyjemnych.
Ogame zaskoczyło mnie nieprzyjemnie jakimś space invaderem, skuszonym na moje nieprzebrane zasoby metalu, deuteru i kryształu. Eeeee. Bo to bez sensu jest. Jak ktoś nie ma wojska, znaczy się miłujący pokój jest i nie wolno na niego napadać, o!
Pojutrze znów wyjazd do Warszawy. Duża robota.
Dziecię ma od dzisiaj nowe łóżeczko. Cieszy się, jak nie wiem co.

Mózg mnie swędzi

Gadające głowy wytłumaczyły mi niegdyś w telewizorni, iż uporczywe nucenie pod nosem jednej i tej samej piosenki świadczy o swędzeniu jakiegoś dinksa w mózgu. A ja od dwóch tygodni [to chyba mój osobisty rekord] nucę sobie non stop w pracy Raindrops keep falling on my head. Jest to bez wątpienia dowód poszlakowy na to, że coś mnie swędzi w głowie, i że najprawdopodobniej jest to mózg, ha!
Wielkanoc nadchodzi wielkimi krokami. Zaczynam odbierać ją na płaszczyźnie… może nie czysto świeckiej, ale mało religijnej, do odbioru religijnego potrzebuję pewnej ilości czasu, którego ostatnio nie mam w ogóle, i czynników metafizycznych, o których rozpisywał się tutaj nie będę. Może nie ZAMIAST, ale co najmniej z pewnością OBOK pieśni Zmartwychwstał Pan nucę sobie zwrotkę najbardziej upiornego walczyka, który z powrotem zaczyna prześladować mnie od jakiegoś czasu, chociaż – fakt – z dużo mniejszym natężeniem, niż kiedyś:
… że może już jutro wszystko się odmieni,
ułoży, jak w kartach,
więc będziemy czekać jutra, jak zbawienia,
od samego rana
aż do końca świata.

Z innej beczki, ku pamięci:

Last login: Fri Mar 18 12:33:42 2005 from xxx.xxx.xxx.xxx
Linux 2.4.20.
root@www:~# uptime
09:25:45 up 200 days, 18:30, 1 user, load average: 0.00, 0.00, 0.00

Berlusconi

Włoskie stowarzyszenie gejów zaprotestowało przeciwko wypowiedzi Silvio Berlusconiego, który komentując swe kolejne problemy z wymiarem sprawiedliwości, oświadczył: „Jeśli we Włoszech chce się być kanonizowanym, trzeba być gejem lub lewicowcem”.
Znowu straciłem wątek. Te protesty, to wskutek perspektywy kanonizacji, czy z powodu umieszczenia ich w sąsiedztwie komuchów?

Salon

Właśnie skonczyłem czytać. Zaczęło się od tego, że w ogóle nie planowałem jej kupić, a w końcu kupiłem ją w Tesco, łamiąc tym samym swoją zasadę niekupowania książek w hipermarketach po raz pierwszy i – mam nadzieję – ostatni.
Książka generalnie jest strasznie nierówna. Zaczyna się popisem erudycji Łysiaka – lekko nużącym, bo z grubsza wiedząc, o czym rzecz ma być, pragnie się konkretów, a nie – ciekawego notabene – tła historycznego. Smędzenie trwa parę rozdziałów, a potem zaczyna się jatka. Lekcja historii najnowszej w wykonaniu WŁ to – w zależności od czytającego – jedno wielkie szambo i opluwanie niegodne uwagi [wg jednych] lub rzetelny potret elit [wg drugich]. Osobiście wybieram bramkę nr 2…
Plusy tej książki to niewątpliwie cała masa faktów skrzętnie ukrywanych przed opinią publiczną przez mainstreamowe media, pokrywających się generalnie z tzw. obiegowymi opiniami. Łysiak – mimo disclaimera na końcu – zalewa książkę taką ilością cytatów, że ludzie [jeszcze] normalni chociaż przez chwilę mogą poczuć iluzję przewagi liczebnej. Wyśmienite źródło cytatów i fantastyczna lekcja historii najnowszej. Oczywiście można nie zgadzać się z Autorem, dysponować inną oceną faktów, itepe, – jednakowoż sama ilość materiałów źródłowych wymaga w miarę poważnego podejścia do polemiki. Mimo języka, który czasem wychodzi poza nurt publicystyki cywilizowanej.
Minusami są: zbytnie przegadanie [publicystyka to nie miejsce na kwiecisty styl literacki], uporczywe trzymanie się pewnych błędnych sądów [cokolwiek sądzić o np. Geremku, otrzymanie kredytu NIE JEST jednak równoznaczne z otrzymaniem pieniędzy], wreszcie wspomniany nierówny poziom. Aha, i zaliczanie z uporem godnym lepszej sprawy Kaczyńskiego do prawicy – w moim prywatnym rankingu zajmuje on pozycję co najwyżej bardzo przyzwoitego bolszewika [numerów z poparciem 50% dochodowego czy popisów kaskaderskich z wejściem do UE szybko nie zapomnę].
Książkę generalnie kupić warto, chociaż oponenci pewnie i tak nie zdobędą się na polemikę z faktami, a kryterium jej oceny będą i tak stanowiły tylko poglądy polityczne.

Cytat

„Podstawę podskórnego, antypolskiego nihilizmu w kulturze rozpowszechnili po roku 1956, powołując się na autorytet Gombrowicza, sfrustrowani eks-zetempowcy, szukający podświadomie literackiego alibi dla swoich stalinowskich zaangażowań. A takiego alibi dostarczało właśnie głoszenie poglądu, ze tradycje narodowe, którymi żyła Polska międzywojenna i podziemna w latach czterdziestych, były antyintelektualne i nieeuropejskie, więc ich odrzucenie (nawet na rzecz sowieckiego marksizmu) było właściwie zrozumiałe i nie stanowiło żadnej zdrady.”

(A. Waśko, za Rzeczpospolita kłamców – Salon, W. Łysiak)
Nic dodać, nic ująć. Ponadczasowe, niestety – zmienia się tylko marchewka i kij.