Sobota

Zaczęła się wcześnie, bo już o 2.30 w nocy. Wieczorówka wcale nie okazała się wieczorówką, tylko – jak okazało się na pogotowiu w południe – ostrą anginą. Dzieko dostało medykamenta, i sytuacja [na razie] wydaje się ustabilizowana w miarę. Dzisiaj podśpiewywała ze mną przy gitarze „Ja” Gintrowskiego – musimy jeszcze popracować nad synchronizacją Jej wejść w czasie, bo jak na razie „ja, ja, ja!” wyśpiewywała w momentach wymykających się regułom racjonalnej interpretacji utworu.
Żona nie wykazuje najmniejszego zrozumienia dla literatury. Przez brzemienną w skutkach nieuwagę wczorajszy dorsz przeleżał poza lodówką nieco więcej czasu, niż należało, dzięki czemu w kuchni i poza nią panuje wręcz idealna atmosfera do czytania powieści o tematyce wielorybniczej, a taką jest czytany właśnie Moby Dick. O takich warunkach niejeden mógłby tylko pomarzyć, niestety moja Żona przeciwna jest odbieraniu literatury – że się tak wyrażę – większą ilością zmysłów, niż tylko wzrokiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s