Reklama oraz „o przydatności wolnych sobót”

Krótkie spanko w okolicach godziny 11.00 pozwoliło mi na późniejsze zrobienie porządków [załatwiając przy okazji kwestię zapasu szpindli do CD na czas jakiś], przetestowanie piwa bananowego [nie najgorsze – w kolejce testowanie miodu i piwa imbirowego], założenie konta na gmailu 😀 [lepiej poźno, niż wcale – choć jeszcze go nie przetestowałem] i parę innych rzeczy. Nie jest najgorzej.
Poprzednio napisałem dużo niemiłych rzeczy na pewną firmę, więc dzisiaj odginamy się pozytywnie. FRONDA. Wczoraj kupiona, na okładce Superman przy konfesjonale. Wydanie telewizyjne jest jej tylko bladym cieniem, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i formę [kamera/cenzura nie dopuszczają specyficznego stylu z wydania drukowanego]. Generalnie jej nie kupuję od dłuższego czasu [na studiach od jednego kolegi pożyczałem Frondę, od drugiego BruLion i zaśmiewałem się z obydwóch], ale artykuły w niej zawarte trzymają poziom i znakomicie in plus odstają od wszechobecnego chłamu – można się z nimi nie zgadzać, ale przeczytać warto. Pobieżnie: w tym numerze Śmierć jako forma terapii, czyli zbiór artykułów o eutanazji, jeden artykuł wybielający Inkwizycję, Dekalog w eleganckim plastikowym etui w czterech językach i pismem obrazkowym na dokładkę, tradycyjna już chyba seria „bój się islamu”, komiks o Zamaskowanym Bohaterze, który mnie rozwalił [może go tu wskanuję, jak będę w nastroju do gwałcenia praw autorskich] i pewnie dużo innych ciekawych rzeczy. Brakuje tylko mielonych krasnoludków z wcześniejszych wydań. Uwaga: systematyczne kupowanie pisma grozi tym, czym uporczywa lektura Najwyższego Czasu! – deprechą i poczuciem beznadziejności, daremności i paru innymi, równie miłymi rzeczami. Ale czasem warto się odtruć.

Z głową już prawie w chmurach

Ufff. Ciężko dzisiaj było, ale [prawie] dałem radę.
Miałem nie pisać o było nie było jakiejś konkurencji, ale dzisiaj już nie zdzierżyłem. Unikajcie jak ognia firmy Grafsoft i aplikacji z cyklu Buchalter. Dlaczego?

  • nie udostępniają w ogóle specyfikacji wejścia/wyjścia – można próbować reverse engineering, ale czynisz to na własną odpowiedzialność; efekt – z ich systemami nie da się pożenić żadnego innego [ważne dla wdrożów/programistów],
  • z programistami NIE MOŻNA rozmawiać telefonicznie. Nie wiem, boją się o ich podkupienie, tak bardzo są zajęci, czy coś inszego – koniec końców pani na recepcji mówi, że „kontakt telefoniczny nie jest możliwy” i ni chu chu.
  • w razie jakiejś padaki jesteś sam jak palec. Dodzwonić się do hotline’u nie idzie z powodów powyższych, a jeśli nikomu akurat nie spodoba się odpisać na Twojego maila – możesz kopać w ścianę, a to i tak nic nie zmieni. Do kierowników również nie ma połączenia telefonicznego, a i mail pewnie też publicznie dostępny nie jest, a tak w ogóle to kierownictwo siedzi w innej dzielnicy w Warszawie i dlatego fdsflkjl;jdsaflk aasfdeiruyt [czyli kompletnie niesłyszalny w słuchawce bełkot],
  • konsultanci tejże firmy odpowiedzą Ci, jeśli akurat będą mieli ochotę – w moim przypadku akurat tej ochoty nie mieli przez bodajże cztery dni z rzędu [zaznaczałem, że sprawa jest pilna],

Tak surrealistycznie i kabaretowo działającej firmy w swojej karierze spotkać mi się jeszcze nie zdarzyło. Kompletna paranoja.
Idę do domu.

Level completed

Jazda w strony rodzinne zakończona, jutro znów do pracy. Generalnie bardzo miło i przyjemnie, biurestwo z wydziału komunikacji poszło po rozum i wykoncypowało, że na piewszą rejestrację auta można zapisywać, zamiast kazać ludziom stać w kolejkach. To oraz falsyfikacja tzw. obiegowych opinii na temat planowanych podwyżek za pierwszy przegląd na początek września sprawiło, ze przychodząc do urzędu o szóstej rano, byłem drugi w kolejce [po miękki dowód, przychodząc o czwartej, byłem miesiąc temu dziewiętnasty].
Poza tym – odebrałem paszport [zarówno paszport, jak i moja na nim fizys wyglądają paskudnie, ale trudno]. W razie czego można stąd spieprzać. Żałuję jedynie, że nie widziałem z tej okazji tańczących karzełków w strojach ludowych, ale przez ostatnie lata miniaturyzacja zrobiła swoje i może po prostu okazali się za malutcy.
Krym. Słowo – klucz, w związku z paszportem i następnymi wakacjami, przyssało się do mnie podczas podróży do Krakowa i odczepić się nie chce. Z p.t.. Znajomymi. Ot, mała, koleżeńska wycieczka na trzy samochody i progeniturę.

Są takie dni w tygodniu….

Czas taki, jak teraz, trzeba po prostu przeczekać z zaciśniętymi zębami, robiąc swoje. Nic więcej, nic mniej.
Padaka niemiłościwie panująca pozwoliła mi tym razem na dopracowanie się konstruktywnego rozwiązania kwestii wieczorów – koniec [przynajmniej na razie] z Diablo. Co zamiast? Opcji rysuje się kilka – rozpoczęcie kilku projektów, które chodzą mi po łbie, powrót do klejenia PzKpfw IVD, powrót do klejenia USS Arizona, dokończenie powtórnej lektury Szachownicy flamandzkiej [osoby z tej książki, a zwłaszcza jej puenta, stanowią moim zdaniem odpowiedź na pytanie, dlaczego Perez-Reverte nie cieszy się w Polsce taką popularnością, na jaką zasłużył, i dają w pewnym sensie odpór tezom Bazyla, jakoby głównym przyczynkiem do popularności pisarza było – poza zdolnościami, rzecz jasna – pisanie o rzeczach ważnych i bulwersujących]. Zupełnie tak, jak gdyby wydawcy nie mieli rodzin, które trzeba utrzymać, wydając grafomanów niemożebnych, ale za to na salonach bywających [vide casus Kingi Dunin].
Ku mojemu zdziwieniu, wczoraj znów udało mi się wjechać na Śląsk i wyjechać ze Śląska. Tamtejsze oznakowanie dróg doprowadza mnie do stanów ekstatycznych.
Alleluja i do przodu. Na pociechę zostaje fakt, że modus operandi w sytuacjach, kiedy nie idzie kompletnie nic, przez kilka ostatnich lat udało mi się już wypracować. I nawet [zazwyczaj] nie odbywa się to już kosztem bezsennych nocy.

Kręte drogi mojej dedukcji

Plik tekstowy, rozdzielony tabulatorami zaimportować należy do OOo jako arkusz kalkulacyjny. Jak? Plik->Otwórz? Owszem. Tyle, że wtedy czyta się toto w edytorze, miast w arkuszu. Amba? Nie, skąd. Do importu pliku – pliku, powiadam – służy, jak sama nazwa wskazuje, grupa poleceń o nazwie Plik. ŻARTOWAŁEM. W OOo funkcje przypisane do menu Plik obsługuje menu Wstaw. Intuicyjne, tylko ta intuicja sama w sobie jakaś mało intuicyjna. Dalej Wstaw->? A, już wiem! Txt jest zewnętrzny w stosunku do arkusza, zatem.. wstaw dane zewnętrzne. NA ŚWIĘTEGO DYGDY, CO GO NIE MA NIGDY. Plik txt, jak wszyscy wiedzą, jest wszak arkuszem kalkulacyjnym, stąd też, drogie dzieci, chcąc zaimportować plik tekstowy, wykonujemy polecenie menu Wstaw->Arkusz… i już po chwili możemy rozkoszować się pięknem pliku tekstowego zaimportowanego do arkusza kalkulacyjnego. Obciętym do 32.000 wierszy, bo pliki tekstowe zawierające 50 tysięcy linii mogą importować tylko idioci.

Money for nothing

Szukam powodów, dla których TVP odpuściła sobie trasmisje meczu Wisły i innych. I znalazłem. W TV, za przeproszeniem, publicznej, emitowane są w tym czasie następujące pozycje:

  • Moda na sukces, odc. 2309,
  • Sportowy Express i Telexpress z tomaszem wielbłądem,
  • Powstańcy – serial
  • Nauka dla ciebie,
  • Plebania, odc. 443
  • Jaka to melodia?
  • Geena Davis Show, odc. 6 [wtf is Geena Davis????]
  • Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej,
  • Przystanek praca,
  • Złoty interes [o tej porze?????]
  • Program lokalny
  • Panorama

Hipokryzja jest hołdem składanym przez występek cnocie – pisał Rochefocauld. Kwiatkowskie i insze najwyraźniej hołdują tej zasadzie, bo chyba już tylko hipokryzja każe im kryć z się z przyznaniem, że celem tvp jest li tylko i wyłącznie obsadzenie stołków, połączone ze zdzieraniem abonamentu.

Bajka o Ludziach, kolegach, penisach, drzewach i chłodzeniu wodnym

Był sobie torero. Torero jakiś czas temu kupił sobie autko. Autko jeździło, jeździło, aż pewnego poranka zaczęło z siebie, niczym smok albo magiel, wydobywać kłęby dymu. Kłęby dymu [a raczej pary] zostały zidentyfikowane jako ścichapęk rury na odcinku chłodnica – silnik. Jako że torero jest [stopniowo coraz mniej, acz dalej nieustająco] lamą samochodziarską, dobry Bóg postawił na jego drodze Ludzia, który widać zszedł z drzewa bardzo dawno. Ludź zidentyfikował usterkę, znalazł taśmę, zakleił ścichapęk rury, a na pytanie o formę rekompensaty tylko się uśmiechnął, mruknął „zdrowaśka wystarczy” i poszedł.
Był sobie Kolega. Kolega pojechał z właścicielem autka po autko, gdyż stało ono hen, z dala od miejsca pracy właściciela autka. Kolega pomógł właścicielowi, po czym wsiadł w autko i wrócił do pracy. I oto na jego drodze stanął penis, który zejścia z drzewa nie jest chyba w stanie sobie nawet jeszcze wyobrazić. Rozwalił koledze zderzak [lakierowany!] i uciekł, korzystając z korków.
Morał główny: brak.
Morał poboczny: niezależnie od tego, czy jest to komputer, czy auto, chłodzenie wodne najwyraźniej mnie nie lubi.

Wieczór i dzień fartowne niespecjalnie

Nekromanta dostaje bęcki od Duriela. Niestety. Czyli jednak eksperymentowanie nie popłaca. Myśli o otwarciu nowej gry, wzbogacony o dotychczasowe doświadczenie, na razie odrzucam.
Dziecko gwałtownie rozwija się wokalnie. Od wczoraj.
Ranek zaczął się od znerwicowanego właściciela Forda [brzydki wierszyk o Fordach w tym miejscu sobie darujemy], któremu się zdało, że jadę nań na wstecznym [a to echo jechało]. Żebym chociaż nie patrzył na pajaca i jego pajacowate auto, to mógłby się czepiać. Ale tak? Z głową wykręconą o 180 stopni?
Spać mi się chce.
Sytuację poprawia nieco fakt znalezienia jednej funkcji w php operującej na regexpach, która może okazać się ważnym fragmentem w mojej koncepcji filtrowania durnych komentarzy na portalach [a właściwie na jednym].