Zakupy cz. I

No i po pierwszej części zakupów. Wyskoczyłem z kasy na rzecz zasilacza [czy 170 zł za chłodzone wodą 400W to dużo?], przejściówki na śledziu, nowej pompki i całej masy drobiazgów. Wieczorem zakupy konkretniejsze i jak wspomniałem, wcale mi się nie chce na nie iść.

Właściwie to mógłbym się jeszcze wstrzymać z tym wszystkim jakieś dwa tygodnie, Euro [oczywiście poza Małą] skutecznie absorbuje mi czas, ale nie wiadomo, do czego może się to żelastwo nagle przydać. No i mam nadzieję, że włączy mi się drukarka i cała reszta sprzętu…

Poranne remanenta

Dziecko jest chore już od dłuższego czasu, co nas zaczyna poważnie martwić. Kaszle od paru dni, nie śpi w nocy… niedobrze. Lekarz powiedział, że jeśli kaszel nie ustąpi do niedzieli, zaprasza ponownie. Mam nadzieję, że ustąpi.

Chcę spać.

Nie wiem, co myśleć o Portugalii. Z jednej strony wyszli z grupy totalnym fuksem, wygrywając z Hiszpanią na życzenie Hiszpanów, a cały mecz grając z Anglią jak polska czwarta liga, z drugiej strony w karnych pokazali naprawdę klasę i odporność. W sumie wyszło najlepiej, bo wyeliminowali Anglię, którą niespecjalnie lubię, a teraz odpadną. I wszyscy będą zadowoleni – no dobrze, ja będę zadowolony 🙂 Aha, panie Scolari – co w pańskim zespole robi drewniany człowiek pod tytułem Deco? Klient we wczorajszym meczu miał chyba większy procent strat, niż Tomasz Dawidowski, co do wczoraj wydawało mi się technicznie niemożliwe…

Dlaczego wiedziałem, że Beckham nie strzeli karnego?…

Idę dzisiaj po zakupy informatyczne, co jednakowoż wcale mnie nie cieszy. Zasilacz na wodę, hub, 2 sieciówki – gdyby nie głupi pech, mógłbym się bez tego obejść. A zawszeć to parę stówek w plecy. Z drugiej strony jednak może dokupię jeszcze pompę do wody, bo stara zaczyna rzęzić (o pompce mówię! 🙂 ) i całą przyjemność z niesłyszalnego komputera diabli biorą.

Ściskanie w żołądku powoli przechodzi. Zdaję sobie sprawę, że tylko tymczasowo, ale i tak się cieszę.

Odcinek prostej przed zakrętem

Veni, vidi, vici. Przejechałem wczoraj 200 km autem i nadal żyję 🙂 Wiem, to żadne osiągnięcie, ale mnie jakoś cieszy. Tytułem sensowniejszej refleksji – od powietrza, głodu, ognia, wojny i oznakowania dróg na Śląsku… – libera nos, Domine.

Termin oddania roboty wypada tak siakoś jutro. No i? Nie mam już siły martwić się tym wszystkim – typowy objaw przeciążenia mojego układu nerwowego. Co zrobię, zostanie zrobione, czego nie zrobię, zrobione nie zostanie.

Helmuty go home! Kibicowałem Czechom i nie zawiodłem się – cieszyłbym się pewnie bardziej, gdyby zasądzili karnego dla Niemców, tamci by przestrzelili, a Czesi i tak wygrali… ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi ser podlaski.

Wypadałoby wreszcie zakupić części w celu naprawy domowego kompa i sieci en masse. Ale jakoś mi się nie chce.

O mały włos zapomniałbym wspomnieć, że znów rozmawiałem. Rozmowa przebiegła w miłej i przyjaznej atmosferze. Rozmówcy wyrazili obopólną nadzieję, iż przeprowadzony dialog może stać się istotnym przyczynkiem dla zacieśnienia wzajemnych relacji w dającej się przewidzieć przyszłości.

Cywilizacja????

Piorun w niedzielę po północy zniszczył połowę sprzętu elektronicznego w dwóch blokach, czyli łącznie jakieś 80 mieszkań. Trwa lizanie ran. Ja wykpiłem się zasilaczem, ładowarką do komórki, hubem, sieciówką w służbowym sprzęcie i wzmacniaczem antenowym. I mam nadzieję, że to wszystko – wczoraj po prostu domowy komp ruszył na pożyczonym zasilaczu, bez nagrywarki, DVD i okolic. Innym popaliło wieże, płyty główne, telewizory i takie tam. Obydwa bloki zostały oddane do użytku 3 lata temu.

TP SA wymieniła mi bez mrugnięcia okiem modem SDI, który też nie wyglądał szczególnie po uderzeniu pioruna. A wcześniej na podstawie ustnych ustaleń uznali mi reklamację rachunku telefonicznego. Czyżby faktycznie się zmieniało na lepsze?

Testuję access pointa z kartą bezprzewodową. Ale odpał.

Nasza cywilizacja jest warta cokolwiek wtedy i tylko wtedy, kiedy jest podłączona do prądu.

Sobotnie ścinki

Komputer ogłupia, przez cały tydzień nie zdarzyło mi się tyle pomyśleć, poobserwować, zauważyć, co przez dwie godziny, czekając na autobus z truskawkami, który przyjechał wcześniej i z którego truskawki musiałem łapać w drodze powrotnej. Niemyślenie nie ma związku z pracą, wbrew pozorom – blaszaki wymuszają jednak pewien sposób postrzegania świata i nie są w stanie zastąpić wyjścia między ludzi. Bardzo odkrywcze spostrzeżenie, prawda?

Przypadkiem spotkałem Ewę z mężem i synkiem. Mały ma dwa lata, jest więc rok starszy od Naszej. Festiwalu wspomnień nie było, ale miło było zamienić parę słów.

Byt Cracovii w pierwszej lidze jest już raczej pewny. Całe szczęście, że moja droga z pracy nie biegnie ani koło Reymonta, ani koło Kałuży, bo na derby musiałbym pewnie brać urlop.

Zaraz idę spać

Odebrałem sobie pocztę. Zmieniłem pracę już półtora miesiąca temu, a nadal subskrybuję listę dyskusyjną VisualObjects. Teraz już z sympatii i lenistwa niewypisania, niż z konieczności. Ciekawe, czy jeszcze zetknę się z tym pakietem… Z jednej strony rozsądek każe wziąć się za coś szerzej znanego, z drugiej – łechta świadomość, że jest się może jedną z [strzelam…] 40-50 osób w Polsce, które mają w ogóle o tym pojęcie… A do pewnego stopnia szkoda, bo kompletny zestaw do pracy (z edytorem raportów, obsługą baz danych, dobrej jakości browserkiem i całą masą innych rzeczy) można już mieć za jakieś 3,500 zł.