Usta milczą, dusza nawet jeśli nie śpiewa, to pogwizduje z umiarkowanym optymizmem

Jest nie najgorzej. Widać podobno postęp. Z bardzo grubsza rzecz biorąc i ku ogólnemu zdziwieniu wszyscy są umiarkowanie zadowoleni. Niemalże sielanka, murwa jego kadź.

Kupiłem „Świat Techniki”. Bez wpadania w zbytni entuzjazm napiszę tylko, że pierwszy numer zapowiada się lepiej, niż dobrze. Brakuje mi tylko odpowiednika „Rozmaitości matematycznych” z „Młodego Technika”. A może by tak do nich napisać?…

Pogoda… cóż, pogoda nie podziela dzisiaj mojego optymizmu. Nawet w stopniu umiarkowanym.

O korzyściach z Euro’2004 i snach o potędze

Mecze mają tę zaletę, że jak już się [prawie] skończą, to człowiek w zdumieniu staje wobec darowanych mu przez życie 2-3 godzin dziennie. To jest piękne!!

Męczę się z menu w JavaScripcie, kombinując jak koń pod górkę, żeby można je było pożenić z wycentrowaną tabelką. Gdybym pewnie ustawił wszysko na sztywno, to by poszło, ale nie będę nikomu dyktował, na jakiej wielkości oknie ma to oglądać. Na razie 1:0 dla menu.

Hm, hm, hm. Po bardzo, ale to bardzo ostrożnych kalkulacjach wychodzi na to, że chcąc otworzyć zarobkowo niespecjalnie duży portalik, trzebaby się było liczyć z kosztami rzędu 600 zł otwarcia [rejestracja domeny+serwer u ISP rocznie] + ZUS co miesiąc. PHPNuke powinno dać radę w zakresie obsługi całości… dzisiaj siadam i patrzę, czy nikt przede mną nie wpadł jeszcze na ten pomysł.

Ni mom chynci do roboty,
ani rano, ni wieczorem,
hej, założe se portala,
bede redaktorem, bede redaktorem…

Zaiste dziwny zbieg okoliczności

„Wyborcza” opisuje dzisiaj urugwajskiego milionera, który rzekomo finansuje Samoobronę i Radio Maryja.

„The Times” [za Onetem] opisuje dzisiaj Paula Sykesa, który chce poświęcić całą swoją fortunę w imię ratowania brytyjskiej suwerenności i wymanewrowania jej z UE.

A spiski nie istnieją. Przynajmniej do niedawna i w imaginacji redachtorów „GW”.

Koniec remanentu

Sieć domowa wreszcie na nogach. Sprawdzone już chyba wszystko. Całkowite koszty pioruna: 1 hub, dwie sieciówki, zasilacz i zestaw głośnikowy. I cały dzień grzebania się w tym wszystkim. Wymontowałem kontroler przepływu wody, mam nadzieję, że nic się nie stanie.

Poza tym nic się nie dzieje…

Refleksja spóźniona poniekąd

Wtorek. Na Rynku zaczepia mnie jakiś metal, o datek na piwo prosząc. Dałem. Natręt, ale natręt uczciwy.

Wyobraziłem sobie inną sytuację. Też Rynek, ale zaczepia mnie premier Belka: „Proszę pana, nie mógłby nas pan poratować paroma złociszami? Zbieramy z kolegami na kolejną willę, bo sam pan rozumie, że na Malediwach 300 m2 i tylko dwa kabriolety to całkowity obciach. Tyle, że przez te przepisy zapiszemy to na pańskich podatkach. No to jak będzie?” I wcale nie jest powiedziane, żebym mu nie dał.

Problem [mam nadzieję, że nie tylko ze mną] polega na tym, że jakoś niespecjalnie przychodzi mi akceptowanie powyższego w wersji przymusowej. No ale chyba to już tak jest, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, o co tak naprawdę chodzi, tylko z bliżej nieokreślonych względów godzimy się na hipokryzję, uciekając w idee dobra wspólnego, solidarności społecznej i podobnych pierdół. I chyba na tym polega ta umowa społeczna, o której bredził dziadek Rosseau.