dziwny piątek

Jadąc do pracy myślałem: 3/4 firmy na rozjazdach, więc albo całkowicie święty spokój, albo roboty po uszy, gdyby coś zaczęło się sypać. A tu ani tak, ani tak. Roboty po uszy, ale w trybie raczej spokojnym i statycznym…

Przywieźli automat do monet, trzeba będzie wreszcie skończyć go oprogramowywać. Oczywiście pod Linuksem; pingwin wali drzwiami i oknami, większość projektów realizowanych przez ludzi dokoła jest już robionych nawet jeśli nie pod Linuksem, to na FLOSSie w ogólności [MySQL/Apache] – praktycznie do szerszego podboju zostały już tylko – a może „aż”? – biurka.

W tramwaju czytam „Boże igrzysko” Normana Daviesa – bardzo dobra książka, polecam. Zawsze do opracowań historycznych podchodziłem, jak pies do jeża, ale Davies pisze na tyle strawnie, że nie da się ziewać. Trochę wywraca pojęcie o dziejach Polski, jakie wkładają do głowy w szkole.

Ze stroną dalej stagnacja – wczoraj zrobiłem kolejny projekt strony tytułowej, a dzisiaj przestał mi się już podobać. Albo to oznaka wzrastającej samokrytyki, albo po prostu od parunastu dni nie jestem w stanie wymyśleć niczego sensownego. Przede mną weekend, może coś się wylęgnie.

yet another day

Kilka niespecjalnie odkrywczych spostrzeżeń:

  1. Jestem zwierzęciem bardziej, niż mi się wydawało. Odrobina słońca i mimo niesprzyjających czynników zewnętrznych zdecydowanie bardziej chce się żyć.
  2. Jabber kontynuuje tryumfalny marsz pośród moich znajomych. Dzisiaj prawdopodobnie następne dwie dusze. Wychodzi na to, że w półświatku komputerowym jestem kimś, kogo marketing określa mianem „lidera opinii”, a więc łakomym kąskiem dla wszelkiej maści marketoidów. Gdyby ktoś był zainteresowany promowaniem swoich produktów przez moją skromną osobę, wie, gdzie mnie szukać. Tylko poważne oferty 🙂
  3. Programowanie obiektowe zdecydowanie rządzi.
  4. Pojawienie się wyszukanego przez siebie tekstu na głównej stronie JM poprawia humor niewspółmiernie do obiektywnej rangi takiego zdarzenia.

wieczorek

Kolejna wersja grafiki na tytułową stronę domową. I dalej brak koncepcji, prawie przy końcu, bo stronę „defaultową” już mam… Przy okazji skanowania starawych zdjęć z liceum/studiów trochę niemiło zaskoczyły mnie zmiany na niektórych buziach… Sukinkot Czas jednak nie popuszcza. Serwis Lotto leży i kwiczy, więc losy moich milionów poznam dopiero jutro rano. Dobranoc.

ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Kolejny wpis polityczny – w ramach porannej prasówki Onet, do ucha „trujka”…

Na Onecie najnowszy sondaż wyborczy do wypełnienia przez internautów – oczywiście ani słowa o UPR, MIMO, że w każdym tego typu sondażu korwiniści kasują minimum 10-20%. O ile od bardzo dużej biedy takie numery mogą przechodzić IRL, gdzie UPR i tak dostaje zazwyczaj 3-4% [czyli 2-3x więcej, niż sondaże podają], o tyle w Internecie coś takiego jest po prostu ordynarnym fałszowaniem danych.

W trujce – dwa zdania obok siebie – „Samoobrona dogania w sondażach PO”, a zaraz potem „lewica drastycznie zmniejsza swój stan posiadania” i dalej coś o SLD.

O co posądzać dziennikarzy przygotowujących takie potworki? O lenistwo umysłowe? Przekupność? Wysługiwanie się władzy? Niedouczenie graniczące z kompletnym nieprzygotowaniem do zawodu? Nie wiem. Wracam do pracy.

W przerwie meczu.

Nie żyje gen. Sławomir Petelicki [piszący o Smoleńsku, a jakże]. Znaleziony z ranami postrzałowymi we własnym garażu.

Rany postrzałowe… ileż to determinacji musi mieć w sobie samobójca [bo ślady oczywiście wskazują na samobójstwo], żeby dla pewności zastrzelić się kilka razy. I to jeszcze w prime time, przed ważnym meczem. No ale śp. Generał był człowiekiem skromnym i mógł najzwyczajniej w świecie nie chcieć robić dokoła swojej śmierci szopki medialnej. Vanitas vanitatum et omnia vanitas.